
W powieści Italo Calvino „Niewidzialne miasta" Marco Polo przyznaje się Kubli Chanowi, że wszystkie jego opisy baśniowych miast są jedynie nieudolnymi próbami opisania jednego — Wenecji. Chyba żadne inne miasto nie jest tak baśniowe, jak ta konstrukcja wzniesiona na palach, ten labirynt zawieszony nad laguną to miasto, w którym Tomasz Mann stanął wobec „zmysłowości przeznaczenia". Trzeba to przyjąć na wiarę: Wenecja inspirująca tandetne pocztówki i tanie romanse jest w rzeczywistości równie wspaniała, jak to z nich wynika. Przez wieki była ona sanktuarium idei i idealistów, skrzyżowaniem świata Bizancjum i świata Rzymu. Wielcy myśliciele i wielcy kupcy pozostawili po sobie niezwykłe malowniczą ucztę barw, faktur i kształtów — od eleganckichpalazzi, stojących wzdłuż Canale Grandę, po słynne na cały świat dzieła malarstwa, zapełniające weneckie galerie.
Marco Polo pomógł uczynić z Wenecji centrum handlu ze Wschodem, ale odkąd armia Napoleona obaliła i tak chwiejny rząd Republiki Weneckiej, miasto stało się bardziej muzeum z lunaparkiem, niż centrum handlowym czy erudycyjnym salonem. Wenecjanie zdali się bezboleśnie przystosować do tej zmiany. Dziesięć milionów ludzi przyjeżdża tu co roku, by pokłonić się wspaniałości tego miasta. W odpowiedzi na zbyt wielkie tłumy, władze miejskie ograniczyły ilość turystów mogących odwiedzić Wenecję. Ale jak dotąd nikt nie miał serca, by odmówić prawa wjazdu choćby jednej osobie. Jak napisał Sansórino, nazwa Wenecja musi pochodzić od łacińskiego „veni etiam, czyli przyjeżdżaj znów i znów, bo bez względu na to, jak często byś przyjeżdżał, zawsze zobaczysz nowe aspekty, nowe piękno".